JAROSŁAWIEC – 6 lipca 2008 r.









Po ponad trzygodzinnej podróży dotarliśmy do Jarosławca… Nie wspomnę o porannym wstawaniu :)
o 5:00 Gdańsk wygląda zupełnie inaczej…
Jest cicho, spokojnie, czuć zapach porannej rosy; widać pierwsze ranne ptaszki
wyprowadzające swoich czteronożnych pupili :)
Warto było tej nocy się nie wyspać.





Docelowo zmierzaliśmy na Bieg po Plaży… Oczywiście był on tylko pretekstem do tego,
by wyrwać się z gwarnego miasta… i spędzić niedziele w doborowym towarzystwie :)







Bieg rozpoczął się o godzinie 11:00. Słoneczko przygrzewało dość mocno.








Woda, piach i kamienie :) ech i do tego pod wiatr… Resztę sami sobie dopowiedzcie :)










Jednym słowem raj na ziemi :)








Biegu tego nie mogę zaliczyć w żadnym bądź razie do udanych.









Choć tak naprawdę jest wiele innych pozytywnych stron dzisiejszego dnia :)










Miło jest wygrywać nie tylko w sporcie, ale i w życiu… i na to w tej chwili stawiam! Bieganie to dodatek, zabawa; wspomnienia i biegowe życie bez którego chyba nie potrafię już żyć :)










Razem z Glorią twardo realizujemy nasze plany i założenia, sądzę, że zaowocuje to w niedalekiej przyszłości. Poza tym 'Świat jest wielkim lustrem. Odbija do Ciebie to, kim jesteś.
Jeśli jesteś kochający, przyjacielski, pomocny - świat okaże się kochający i przyjacielski
i pomocny dla Ciebie. Świat jest tym, kim Ty jesteś.’ /Thomas Dreier/

Na zdjęciu Glorcia z najbardziej miniaturowym pieskiem świata :) Kruszynką®








Cudownie spędzony czas i gdyby nie bieg – pełen relaks… Oby takich wspólnych weekendowych wypadów było w naszym życiu co raz to więcej :)